A u nas za oknem. Ostatnie dni padam spać po 20, a potem w dzień czuję się jakbym była na jakimś gigancie. Zmęczenie daje mi się we znaki. Dobrze że sprawiedliwość być musi i pogoda nas dopieszcza. Bo kobiecie odrobina pieszczoty zawsze potrzebna. Balkon wrócił do łask, także Ola spaceruje się dodatkowo w każdej wolnej chwili. Zawsze to coś. Wiosenna aura zapanowała na polskiej wsi.
Ha! Byle kim to tu nie jestem, w końcu żoną sołtysa. Tak więc dobrze prowadzić (z wózkiem oczywiście) się muszę, co by babcie zza płota nie komentowały.
Przygotowania do sezonu - pełną parą! Ola z rowerem ostatnio się nie rozstaje. Niech no tylko błoto osiądzie, a ziemia doschnie i ruszamy na podbój okolicy.
A teraz coś z innej beczki - Mikołaj dumnie zasuwa z chodzikiem po domu! Normalnie nie ogarniam już tempa jego rozwoju. Jak tak dalej pójdzie, to na wielkanoc będzie już śmigał jak siostra. Rosną mi te dzieciaki jak na drożdżach. Chyba to powietrze tak oddziałuje :)












