poniedziałek, 18 listopada 2013

5 miesięcy

Nadal nie mam pojęcia kiedy to minęło.....kiedy mój maleńki chłopczyk zaczął stawać się takim ciekawym świata "małym mężczyzną"......przez pierwsze tygodnie potrafiłam w każdej wolnej chwili Go obserwować, aż M ze mnie żartował, a ja czułam że muszę się "napatrzeć", bo ten okres w moim życiu mija bezpowrotnie....I mimo to On urósł i nadal rośnie wyzbywając mnie złudzeń że jakoś to spowolnię...Jakaż szkoda że tak szybko to mija, ta nieporadność, całkowita zależność i zapach, on też zaczyna powoli uciekać....


 A tymczasem:

- ważę ponad 8 kg
- noszę pieluszki w rozmiarze 3 i ubranka w rozmiarze 74
- nie protestuję podczas ubierania, ani kąpieli - lubię pełną obsługę
- umiem sam bawić się w kojcu i łóżeczku
- przekładam zabawki z rączki do rączki i pewnie chwytam wszystko co mam w zasięgu rąk
- pięknie przekręcam się z plecków na brzuszek i z powrotem
- łapię się rączkami za stópki i próbuję je wpychać do buzi (że o piąstkach już nie wspomnę)
- próbuję się już czołgać na płaskiej powierzchni
- nadal się ślinię straszliwie, a zęba jak nie ma, tak nie ma
- znam już smak dyni (ulubiona), ziemniaka, marchewki, pietruszki, brokuła, jabłka i banana
- śmieję się w głos, a na wszelkie zaczepki reaguję uśmiechem
- w nocy nadal daję popalić
- uwielbiam spacery i świeże powietrze
- zasypiam sam przy butelce albo smoku i pieluszce
- kocham przytulańce, noszenie na rączkach i wygłupy z mamą
- siostra jest dla mnie obecnie najważniejszą i najciekawszą osobą w domku




 Uwielbiam! :*

sobota, 16 listopada 2013

Zapraszamy na herbatkę

Na dworze zimno, szaro, buro i ponuro, więc zainspirowane innymi blogami, postanowiłyśmy wczoraj urządzić naszą pierwszą, popołudniową herbatkę. Przybyli dostojni goście, były ciastka i bawarka, radość, piski i zachwyty. Powiem szczerze że od dawna marzyło mi się takie przyjęcie u Oleńki, więc ja również byłam wniebowzięta. Myślę że będziemy częściej organizować naszą "Five o'clock Tea".











Oczywiście największym zainteresowaniem gospodyni cieszył się Pan Miś, gdyż był bardzo głodny dziś.





 Zapraszamy :)


czwartek, 14 listopada 2013

Opowieść o pewnym niejadku

I to nie byle jakim, a najpotworniejszym ze wszystkich niejadków jakie można spotkać!
Nakarmić dziecko - zwykła, codzienna czynność, wykonywana głównie przez matki, bez większych ceregieli. Pomyśleć by można - a jakaż to rewelacja? No więc w naszym domostwie to nie lada wyczyn! Ba! To jak maraton w miejscu. Oczywiście mowa o Aleksandrze, która upartą być postanowiła i niezbyt łaskawym okiem w stronę talerza spogląda. Oj tam, czasem się zdarzy że nie zje - odpowiecie. Ależ skąd! Dzień nasz na jedzeniu się rozpoczyna i na jedzeniu kończy. Temat posiłków mą głowę zaprząta przez dobę całą. Jemy śniadanie, zaraz jest drugie, potem drzemka - oczywiście Oli, a mama kombinuje co zrobić na obiad żeby córka skosztowała przynajmniej, sam obiad to walka ze smokiem (a raczej smoczycą), o podwieczorku nie wspominajmy bo jeszcze kolacja być musi. I tak połowa mojego zdrowia na jedzeniu odpada. A im starsza tym gorszy gagatek. Chomikuje w policzkach, pluje, płacze, histerie urządza, ostatnio i wymioty prowokować się nauczyła (lekarzy zwiedziliśmy, badania porobione - okaz zdrowia, diagnoza - niejadek). I co tu począć? Obiecanki - były. Groźby - były. Puszczenie w samopas - też było. Nawet dania wymyślne matka próbowała, ale większych efektów nie ma. Powiadam więc wam Matki których dziecięcia na widok jedzenia okiem błyszczą, buzię do łyżeczki rozdziawiają i same rączki do talerza pakują, że większego szczęścia i spokoju zaznać nie mogły. I niech żadna mojej syzyfowej pracy doświadczać nie musi.









                                                                       Pozdrawiam :)
 

czwartek, 7 listopada 2013

Złość urodzie szkodzi

Kto z nas w dzieciństwie, a zwłaszcza w okresie buntu młodzieńczego nie narzekał na swoich i rodziców i nie jednokrotnie powtarzał - "ja nigdy taka/taki nie będę dla swoich dzieci!". Oczywiście i ja zarzekałam się twardo że w przyszłości, jako matka będę zupełnie inna i tych samych błędów popełniać nie będę. Bo sama wiem jak się czułam i nie wyobrażałam sobie żeby czasem krzyczeć na swoje dziecko z byle powodu, lub co gorsza z bezsilności, bo sobie najzwyczajniej nie radzę.

Tymczasem, kiedy Ola z każdym dniem robi się starsza, a co za tym idzie i "trudniejsza", coraz częściej w takich zwykłych, codziennych sytuacjach łapię się na tym, że - o zgrozo! - postępuje prawie identycznie! I bądź tu człowieku mądry. Mam wrażenie, że czasem nie jestem w stanie się "upilnować", więc wyładowuję swoją frustrację i złość na Bogu ducha winną dziecinę moją, ponieważ się "napatoczyła". Dlaczego tak jest? Czy każdy miewa takie gorsze dni, czy może my po prostu pewne wzorce z dzieciństwa powielamy podświadomie? I czy takie zachowanie czyni ze mnie złą matkę? W głowie siedział mi od zawsze obrazek szczęśliwego dziecka z zawsze cierpliwą, uśmiechnięta mamą, która zamiast krzyczeć utuli i spokojnie wszystko ogarnie do kupy, zamiast dolewać oliwy do ognia. Widać życie nie może być takie proste, a zetknięcie z rzeczywistością - czasem musi boleć.


Na takie beztroskie dzieciństwo zasługuje każde dziecko :)





wtorek, 5 listopada 2013

W domatorskim skrócie

Ostatni tydzień przeminął równie szybko jak i piękna pogoda. Podsumujmy więc:

- było halloweenowo


- był czas dla rodziny



- były harce panny Oli


- i szaleństwa pana Mikołaja



W tym roku listopadowe święto spędzaliśmy w domu, niestety nie daliśmy rady odwiedzić moich rodzinnych stron. Mam nadzieję że nadrobimy to niebawem. Czasem musimy iść na jakieś kompromisy ;)

wtorek, 29 października 2013

Zapach jesieni

Uwielbiam go! To zapach ziemi, obumierającej trawy i brązowiejących liści. Zapach wilgoci otaczającej korę drzew. Zapach kasztanów i żołędzi. To ciepło bijące od kamieni nagrzanych ostatnimi promieniami słońca. W końcu i takiej jesieni się doczekaliśmy, pomimo że wcześniej pogoda nas nie rozpieszczała. Razem z moją sforą nadrabiamy więc wrześniowe zaległości i spacerujemy. Dużo spacerujemy. Odwiedzamy park. Zaglądamy na przystanek kolejowy, żeby pooglądać pociągi. Zaliczamy coraz to nowe trasy. Jest cudownie. Magia tej jesieni trwa.






















środa, 2 października 2013

Dziś

W takie pochmurne dni, kiedy katar cieknie z nosa, a o spacerze można tylko pomarzyć, siedzimy sobie uwięzieni w naszych małych czterech ścianach. I co? Dzieciakom pomysłów nie brakuje na szczęście :) Ola znalazła właśnie nowe zastosowanie łóżeczka dla lalek, jak również pokazała matce że "bałaganu" jako takiego to tu jeszcze nie było do tej pory ;) Ja naprawdę nie nadążam sprzątać za tą małą rozbójnicą. Natomiast Pan Mikołaj ćwiczy zawzięcie na brzuszku i dziś o dziwo prawie udało mu się przewrócić z plecków na brzuszek, czym wpędził matkę w palpitację serca bo na przewijaku leżał. Nieźle jak na 15 tygodniowego szkraba. 



 Przesyłamy pozdrowienia i uśmiechy z naszej szaro-burej ostoi ;)