środa, 18 czerwca 2014

Rok pierwszy


Brzmi dumnie. I nawet całkiem poważnie. A dokładnie, dziś o 16:50 minął rok, jak przywitaliśmy na świecie Mikołaja. Zleciało niepostrzeżenie. I nie będę ukrywała że cieszy mnie to bardzo, bo początki nasze były ciężkie. Cały ten rok w ogóle był dość trudny. Nie przypuszczałam nawet jak bardzo. Ale ten mój mały Pączuś wynagradza mi to teraz z każdym kolejnym dniem. Bywa różnie, ręce mi opadają i sił brakuje, ale jeden szczery uśmiech Grubsona rozwiewa wątpliwości i rozterki hen daleko. 




Mój Drogi Synku! Tęskniłam za Tobą od kiedy pojawiłeś się w brzuszku. Pomimo strachu wyczekiwałam na Ciebie przez te długie dziewięć miesięcy. Dawałeś się we znaki każdego dnia. Nie pozwoliłeś spać nocy przez prawie dwa, pierwsze miesiące. Ale wtedy marzyłam o tym co będzie za rok, czyli o tym, co mamy teraz. I nie zawiodłeś mnie. Choć ciężko mi czasem i sił już brakuje, podnosisz mnie na duchu i uspokajasz się w moich ramionach. Każdego dnia dajesz mi to, czego brakowało przy Oli, udowadniając, jaki jesteś niepowtarzalny. Dziękuję Ci za to i życzę, abyś zawsze był szczęśliwy i tak beztroski jak teraz. Kocham Cię równie mocno i niepodważalnie,

Mama.





czwartek, 12 czerwca 2014

Trzecie urodziny


Co prawda impreza - i to podwójna, szykuje się na tą sobotę, ale z racji roczku Mikołaja, Ola swój osobisty tort i mini przyjęcie zaliczyła już dzisiaj. Wszystko się udało znakomicie, solenizantka była zachwycona. Z przejęcia już po czwartej rano siadła na łóżku i z radością oznajmiła że dziś są jej urodziny. Oczywiście potem poszła spać dalej, ale stres był. 
Uszykowałam wieczorem dekoracje, popakowałam prezenty, więc na dzień dobry atrakcji co nie miara. Zdecydowaliśmy się w końcu na hulajnogę i to był strzał w dziesiątkę! Cały dzień była number one, wszędzie ją ze sobą zabierała i na koniec poszła z nią spać (znaczy się trzymając ją za kierownik z za łóżka). Uwielbiam obserwować tą radość i ekscytację na jej twarzy, podczas rozpakowywania prezentów, a że nie obsypujemy Jej tak na co dzień pierdołami, to było to nie lada przeżycie. 





No nic, uciekam jeszcze sprzątać bo rodzina się zjeżdża w weekend. Dziękujemy bardzo za wczorajsze życzenia. Mam nadzieję że każde kolejne urodziny spędzimy równie wyjątkowo jak dziś.

środa, 11 czerwca 2014

Już prawie..

 

Za prawie dwie godziny, dokładnie o 1:50, trzy lata temu, przyszła na świat Oleńka. Moja pierwsza, jakże wyczekana córeczka. Marzyłam o Niej od dziecka. Oczami wyobraźni oglądałam nasze wspólne zabawy, sprzeczki, podbieranie kosmetyków i tą cudowną więź jaka nas łączy. W realu oczywiście różnie to bywa, ale niezaprzeczalnie uwielbiam Ją! Przed oczami mam tylko tą drobną, fioletową śliwkę, która plusknęła niczym rybka, wprost do rąk położnej. Moja radość, strach, miłość, coś nowego, nieznanego dotychczas - bycie mamą. Pamiętam do dziś słowa pielęgniarek "no to teraz się wam dopiero zaczęło, i tak przynajmniej na 18 lat". Wspominam to z uśmiechem na twarzy. Nasze pierwsze, wspólne chwile.


 To dzięki Tobie córeczko rozpoczęła się moja rodzicielska przygoda, wiem, że bywa różnie, coraz częściej się na mnie złościsz. Ja nie potrafię już tak dzielnie trzymać nerwów na wodzy i karcę aż za nadto. Wiem też, jak bardzo lubisz kiedy Ci śpiewam, kiedy głaszczę Cię po pleckach, abyś mogła usnąć. Wiem kiedy jest Ci smutno, kiedy jesteś chora, a kiedy osiągasz szczyty szczęścia. Wiem o czym marzysz, i jak mogłabym Ci nieba przychylić. Teraz, na tą jedną chwilę, znowu stałaś się maleńkim Okruszkiem. Znowu denerwuje Cię brak pokarmu i śpisz tylko wtulona we mnie, zajmując całe szpitalne łóżko. Znowu nie mogę się na Ciebie napatrzeć, jesteś całym epicentrum mojego świata. Kocham Cię ponad wszystko! Mama



wtorek, 3 czerwca 2014

Rodzinka


Jakby nie było, wszystkie święta zbieramy do kupy i począwszy od mamy, a na tacie kończąc, każdy ma swoje 5 minut.
Tegoroczny dzień matki przyniósł mi wiele radości. Na prezenty i życzenia jakoś się zbytnio nie załapałam, ale potomstwo dawało z siebie wszystko. Ola na pytanie jaki dzisiaj dzień, odpowiadała że MAMY i OLI. A kiedy już spytałam dlaczego też Oli, to stwierdziła, że Mikołaj jest jej dzieckiem. I tak do dzisiaj jak się nad nim rozczula i tuli, to powtarza tylko "moje dziecko".  Złapałam apetyt więc poleciałam dalej z tematem, pytając "za co kocha swoją mamę". Po krótkim naciskaniu z mojej strony usłyszałam najwspanialsze wyznanie, jakie kiedykolwiek dobiegło moich uszu - MAMO JESTEŚ NAJLEPSZA! Ha, i wiara w macierzyństwo wróciła w jednej chwili. Wraca tak co wieczór, gdy pochylam się nad łóżeczkiem, drobne rączki oplatają mi szyję, a na policzku czuję cmoknięcie i słyszę "dobranoc, Kocham Cię mamo". Każda złą chwila odchodzi w niepamięć, a zmęczenie staje się znośne. Aż do następnego dnia.


Dzień dziecka, a właściwie dni, bo cały weekend stał się dzieciowym, minęły równie udanie. W sobotę tata się wyrwał i wybraliśmy się festyn w okolicznym parku. Ola nawet zawzięcie przeciągała linę z innymi dziewczynkami. Do tego siedziała na ośle i tuliła owieczki. Miło, kameralnie i spokojnie. W niedzielę zaliczyliśmy atrakcje miejskie, w tym wesołe miasteczko. Pierwsza przejażdżka kolejką z mamą obok - bezcenna! Ten uśmiech i rumieniec na policzku wart jest wszystkiego. Mikołaj niestety humoru nie miał, bo jakiś wirus go złapał i smarkał się bez opamiętania. Jedynie prezenty i przysmaki rozwiały czarne chmury. Uwielbiam kiedy jesteśmy wszyscy razem. Tylko nasza czwórka. Nasze 2 + 2. To, co sobie stworzyliśmy sami. Rodzina.




poniedziałek, 12 maja 2014

Majowy zawrót głowy


Uwielbiam zapach bzu. Kiedy byłam mała potrafiłam odliczać miesiące do kolejnego kwitnienia, a wazon był na bieżąco uzupełniany świeżo zerwaną dostawą fioletowych, białych i dubeltowych kwiatów, o jakże urzekającym zapachu. Na drugim miejscu plasowały się konwalie i jeszcze jaśmin. Ale, że zauważyłam, upodobania jak wszędzie, to postanowiłam się rozpisać o mojej trochę odmiennej miłości. Jako, że ta nasza Polska wieś mnie otacza, a niektórym jest mniej znana, to zdradzę wam, że dla mnie z rzepakiem nic się nie równa. Fakt, do wazonu nie narwiemy zbytnio, ale ten energetyzujący kolor rozlany po pagórkach i słodki zapach unoszący się w powietrzu - tego nie można przeoczyć. W tym roku żółty całkowicie zdominował mój maj. Najchętniej rzuciłabym się w te rzepakowe połacie kwiatów i zapomniała o całym Bożym świecie. Tak więc, przy wczorajszej niedzieli, wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę po okolicy. Matka się dotleniła i dopachniła, dzieciaki wylatały, a mąż złapał na koniec za głowę. Cud miód malina. Uwielbiam!!!!



Ola również podziela moje upodobania, co widać na załączonym obrazku. Razem z Mikołajem oskubali by na nieszczęście właściciela, całe pole.






Szperając po plikach natknęłam się na nasze zeszłoroczne zdjęcia. I pomyśleć, że tyle się zmieniło. A jak ja straszliwie wyglądałam na końcówce ciąży! Ciężko mi było tu cokolwiek wybrać, ale te jedno było znośne. To był czerwiec. Jakieś 2-3 tygodnie przez wykluciem. Teraz Dziedzic już po drugiej stronie, kwiatki mamie zrywa. 


Pochwale się jeszcze, mam nadzieję, że nie zapeszę, ale Mikołaj zaczyna mówić! Jaka to dla mnie nowość w tym wieku! Póki co jest "ma-ma", "ta-ta", "ba-ba", "ta-k" i  czasem uda mu się "pa-pa". Nawet sobie nie wyobrażacie jaką minę miał dzisiaj Tata, kiedy wchodził do domu po schodach, a syn na jego widok głośno zaczął krzyczeć TATA, TATA!!! Ola takie emocje nam zapewniła dopiero po drugich urodzinach. Obym już drugi raz nie musiała tego przechodzić. Tyle stresu i zmartwienia. Dlatego jestem bardzo dumna z mojego małego Bohatera. O biegach w kłusie po mieszkaniu już nie wspomnę.


Zachęcamy więc do odwiedzenia rzepakowych pól, jako że teraz opryski na opadanie płatków w szerokim zastosowaniu, można się nimi cieszyć znacznie dłuuuuuużej. 


czwartek, 1 maja 2014

Kuter-mama

Tak to się nam porobiło. W weekend wybyliśmy z M na weselicho pod Olsztyn (pierwszy taki wypad na noc we dwoje od 3 lat!). Spotkaliśmy się ze znajomymi, pogadalim, popilim, potańczylim.......i na koniec Matka w tańcu z buta spadła na kostkę wprost! Ból potworny - myśl "złamanie". Poprawiny bolesne, ale dam radę oczywiście. W niedzielę pęd do domu, bo dzieciaki utęsknione, więc dopiero w poniedziałek jak posnęli była szansa na pogotowie zajrzeć. Zdjęcia, oczekiwanie i diagnoza - skręcona. W gips mnie chcieli pakować na 4 tygodnie, ale ja oczywiście się nie dałam bo co z potomstwem bym poczęła. We wtorek więc kombinowaliśmy stabilizator i mam. Pięknie nogę mi usztywnia i krępuje. Do tego zastrzyki w brzuch na całe 30 dni dostałam. M nie daje rady więc ja się przełamałam i jakoś sobie radzimy. Szkoda mi tylko tej pogody pięknej......tyle planów miałam na majówkę, ale posiedzenia w domu to nie uwzględniłam.

Poza tym u nas same zmiany. Mikołaj z początkiem Wielkiego Tygodnia stanął o własnych siłach z podłogi i podążył w siną dal. Na dzień dzisiejszy biega uhahany z rękoma w górze i kuperkiem wysuniętym w tył. Wygląda przy tym tak pociesznie, że napatrzeć się nie mogę. Oczywiście jego samodzielność daje się nam we znaki. Zawartość szuflad i szafek fruwa, kiedy tylko zdążę się odwrócić. Ola takich akcji nie miała nigdy, więc tym bardziej teraz ubolewam. A złośnik nie z tej ziemi, kłóci się i nerwuje za każdym razem jak mu "nu nu" palcem kręcę. Będzie z niego ziółko, oj będzie! W połączeniu z siostrą, dają radę mnie wykończyć do tego stopnia, że padam razem z nimi, a wszechogarniający bałagan, przytłacza mnie każdego ranka. I tak w kółko. Poza tym, kiedy Młody tylko ujrzy mnie w okolicach kompa, od razu leci, ręce w górę i podskoki, a decybele w górę do taktu. Także ciężko mi było za jakiegoś posta się ostatnio zabrać. Teraz więcej czasu będę miała dla siebie, więc zamierzam nadrabiać zaległości.

Ola coraz piękniej mówi. Zaczęła również powtarzać nowe wyrazy, które gdzieś usłyszy. Uważamy więc o czym mówimy, bo to co nieodpowiednie, najszybciej by przyswajała - niestety! Dużo czasu spędzamy na dworze, najbardziej sprawdza się rowerek biegowy - number one u Oli, nie rozstaje się z nim chyba wcale. Zastanawiam się również nad kupnem rolek, bo gdzieś widziała i wciąż mnie o nie prosi. Sama nie wiem, czy to nie za wcześnie, ale teraz te wszystkie rolki, wrotki i wrotko-rolki mają regulowane rozmiary, więc starczają na kilka lat. Niedługo czekają nas podwójne urodziny, więc za prezentami pora zacząć się rozglądać. Ciekawe tylko jak ja z tą nogą wszystko ogarnę. Aj, od urodzenia Oli, co roku o tej porze coś mnie spotyka, aż się zaczynam obawiać przyszłości!

Do następnego.

środa, 9 kwietnia 2014

Rozmownie się zrobiło

Ostatnio Córa moja pierworodna, zaczęła z lekka mnie rozwalać swoimi tekstami. Kulawy jeszcze ten Jej język, to prawda, ale coraz więcej stara się przekazywać "słownie". Myślę, że gdyby już płynnie mówiła, ja pewnie z dywanu bym się nie była czasem w stanie podnieść.

1) A więc, siedzimy ostatnio w salonie, grają standardowo bajki. Oczywiście szantaż Matki na telewizor, już był od rana (chyba o śniadanie chodziło). Tymczasem po 10, z nagła Ola wyłącza magiczne pudełko. Pytam więc dlaczego to zrobiła. W odpowiedzi usłyszałam - Nie ma prądu!

2) Jesteśmy w Wawie. Ola zachwycona ogromnymi budynkami. Tłumaczę Jej więc, że to nasza stolica, że mieszkamy w Polsce. Tamta po chwili namysłu - Nie, nie, nie! W Polsce nie! W ... (i tu nazwa naszej miejscowości).

3) Ola siedzi w pokoju, ja zmywam w kuchni. Słyszę potężne "aaaaaa psik". Nie zdążyłam nawet zareagować, a Ola sama do siebie - Na zdrowie!

4) Wczoraj zeszła tez na chwilę na dół do dziadka. Wparowała, dała buzi i krzyknęła - Dzięki! Pa! Zawróciła na pięcie i z powrotem do siebie.

Jak przypomnę sobie więcej, na pewno zanotuję.

Dla ciekawskich wrzucam jeszcze zdjęcia z ostatniego spaceru. Pogoda co prawda u nas w kratkę, ale są i takie dni, kiedy dajemy czadu tylko poza domem.